Kapelusz pełen klątw

Recenzja  „Mörk Borg: Feretory” dodatku do gry „Mörk Borg”

Autor: Jaxa

Postanowiliście ruszyć ścieżką zstąpienia ku końcu świata, ale sama święta żółta księga to dla was za mało? Unieśliście swe pordzewiałe miecze przeciw plugawym monstrom i dzięki chichotowi losu przetrwaliście, a teraz szukacie nowych abominacji do pokonania? Zatem radujcie się, oczajdusze! Mam coś dla was. To „Mörk Borg: Feretory” zin-dodatek do żółto-czarno-białego OSRa od Szwedów z Ockult Örtmästare Games i Stockholm Kartell!

„Mörk Borg” to system ze wszech miar fascynujący. Ta gra to typograficzne arcydzieło, z intrygującymi i doskonale dopasowanymi grafikami i cudownie odklejoną od rzeczywistości treścią i “oldskulową” OSRową mechaniką, które szturmem wdarło się w RPGowy światek, robiąc przy okazji wiele hałasu. Alchemiczną recenzję „Mörk Borg” znajdziecie tutaj.
Autorzy gry Pelle Nilsson i Johan Nohr po premierze gry poszli za ciosem i odpalili dwa projekty, które rozwijają świat „Mörk Borg”. Pierwszym jest „Mörk Borg Cult” (więcej o MBC w ramce poniżej). Drugim była kickstarterowa zbiórka na recenzowany dziś dodatek, w którym obok materiałów autorstwa Pelle Nilssona pojawiły się również najlepsze teksty fanowskie powstałe w ramach „Mörk Borg Cult”. Zbiórka udała się bardzo dobrze. Ponad 600 tysięcy koron (czyli prawie 270 tysięcy PLN) za zin mający nieco ponad 60 stron? To robi wrażenie!
Co w środku? Jak się pewnie spodziewacie sporo morkborgowego dobra. Nowe zasady, nowe klasy, nowe sposoby na zabicie drużyny, a także dwa lochy. Ale po kolei.

Nim pójdę dalej chciałbym jeszcze na chwilę zostać przy „Mörk Borg Cult” i dodatkowych materiałach tworzonych do “Mörk Borg”. “MBC” to projekt, w ramach którego można wysłać do autorów swój pomysł, który po recenzji i dopasowaniu staje się oficjalnym, dostępnym za darmo materiałem do gry. Na recenzję trzeba jednak poczekać, i to dość długo, gdyż autorzy zostali zasypani fanowskimi projektami i powoli dopiero się spod nich odkopują. Jeżeli interesują was rzeczy z „Mörk Borg Cult” zajrzyjcie na stronę projektu. Znajdziecie na niej również większość materiałów z samego „Mörk Borg: Feretory”.

Jeżeli ktoś nie chce czekać na recenzję, a ma ochotę podzielić się ze światem swoim morkborgowym odklejeniem może oznaczyć swój projekt jako “Compatibile with Mörk Borg”.

Przy okazji warto również wspomnieć, że i polscy autorzy zaczęli przygotowywać dodatkowe (i to bardzo dobre) materiały do gry. Żebyście nie musieli szukać, wrzucam wam trzy, które pojawiły się dość niedawno.

Wracając jednak do meritum. „Mörk Borg: Feretory” jest bardzo mocno upakowany dodatkowymi teściami. Od wewnętrznej strony okładki do ostatniej jej strony wypełniają go nowe tabele, klasy, potwory i inspiracje. A przy okazji nowe metody pognębienia graczy. Od jednostronicowych tabelek takich jak “K100 przedmiotów i drobiazgów” czy efekty “Czarnej soli” (wyjątkowo parszywego słono-magicznego wiatru), po większe, takie jak dwa przygodo-lochy, czy materiał o polowaniach i zwierzynie łownej. Każda strona to nowe pomysły i zaskoczenia. A także kolejne kroki na schodach prowadzących ku szaleństwu.

Podręcznik otwiera dwustronicowy generator własnych potworów pozwalający nam wyturlać nie tylko statystyki rozmaitych wynaturzeń, ale również ich cele i zdolności specjalne. Bardzo podoba mi się też, że wylosowane cechy wyglądu układają się w spójny opis, którym możemy odpowiednio “powitać” postacie.

Kolejnym tekstem jest “Tenebrous Reliquiary” (“Mroczny Relikwiarz”), czyli k66 dziwacznych magicznych artefaktów, które możemy znaleźć w trakcie eksplorowania świata. Są one, tak jak cała magia w “Mörk Borg”, obrzydliwe, złośliwe i nieprzewidywalne. Znajdziemy wśród nich takie “wspaniałości” jak Krwawy Woal, który po założeniu na głowę zaczyna miażdżyć czaszkę pechowca, Język Tyrana, który po włożeniu do czaszki wypowiada ostatnie słowa jej “właściciela”, Kajdany Śmierci (zabójca noszącego je człowieka zostaje przez nie schwytany i zabrany na tamten świat) czy wreszcie Jelita Dzieciobójcy, które pomagają ukryć się przed złymi istotami. A to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej pokręconych pomysłów autorów dodatku. Polecam, tym bardziej, że można je również wykorzystać w innych grach.

W tekście “Grey Galth Inn” natomiast otrzymujemy tabele, przydatne w losowaniu karczm i zasiedlających je indywiduów oraz kościaną grę hazardową “Trzy martwe czaszki”, w którą równie łatwo można wygrać co “obskoczyć łomot” od lokalnych graczy. Sama gra przeznaczona jest do rozgrywania na poziomie meta (to znaczy na sesyjnym stole), a przy okazji jest bardzo prosta (i bardzo też prosto może się zmienić w mordobicie). Zdecydowanie wykorzystam ją na najbliższej sesji jakiegoś fantaziaka.

Spośród krótki materiałów najbardziej spodobał mi się artykuł “Roads to Damnation” (“Drogi do zatracenia”, autor: Svante Landgarf). Znajdziemy w nim opis nie tylko szlaków na wyspie, na której toczy się akcja gry, ale również niezwykle ciekawy zestaw tabelek pozwalający nam wylosować kolejne wydarzenia podczas podróży, szukania zapasów czy na nocnym odpoczynku. To, co może nas spotkać jest oczywiście niezwykle morkborgowe, to znaczy – w najlepszym wypadku – złośliwe, a w najgorszym – śmiertelne. Same tabelki nie są niestety bardzo długie, ale pozwalają nam “złapać klimat” i gdy zdarzenia na nich zaczną się kończyć, swobodnie dołożymy własne (co autor artykułu w sumie proponuje). Mimo to “Drogi do zatracenia” to bardzo dobry, a przede wszystkim dedykowany do “Mörk Borg”, zestaw mechanik podróży, moim zdaniem wart wykorzystania na sesjach tego doom metalowego sandboxa.

W „Mörk Borg: Feretory” znajdziemy też dwie “przygody”, czyli eksploracyjny “The Death Ziggurat” i mini-loch “Goblin Grinder”. Pierwsza z nich to hex-crawl, czyli przygoda, w której badamy kolejne heksy na mapce i ścieramy się z mniej lub bardziej losowymi przeciwnościami, na jakie trafimy. W “The Death Ziggurat” rozwiązujemy tajemnice demonicznego dziecka, które wyrwało się z więzienia w tytułowym zigguracie. Mapka i wydarzenia losowe zaprojektowane są ciekawie, przeciwnicy, których spotkamy, nie są specjalnie trudni, ale mają wredne zdolności specjalne, które mogą nam solidnie napsuć krwi. Całość jest naprawdę fajnie przygotowaną przygodą, która powinna wystarczyć, jeżeli będziemy mieli odpowiednią dozę szczęścia, na jedną sesję. Oczywiście pechowa kombinacja wydarzeń losowych może spowodować, że skończy się ona w godzinę – razem ze śmiercią całej drużyny.

Drugą “przygodą” jest mini-loch będący eksploracją niewielkiego, ale bardzo klimatycznie morkborgowego młyna pełnego goblinów, należącego do pewnego alchemika. Loszek nie jest długi, ale nadrabia to klimatem i całkiem fajnym tłem. Jeżeli zamierzacie prowadzić “Goblin Grinder”, warto go rozplanować tak, by sam loszek był kulminacją sesji i by wyprawa do niego poprzedzona była śledztwem i wydarzeniami związanymi z jego rezydentami.

Obie “przygody” bardzo ładnie wpasowują się w klimat, konwencję i OSRowość „Mörk Borg”. Są też bardzo przyjemnymi gotowcami, które warto poprowadzić w bazowym systemie, ale które także bez trudu można ukraść i poprowadzić w innych grach.

W zinie znajdziemy też cztery całkowicie nowe klasy postaci rozszerzające wachlarz łachudr i szubrawców, z których możemy skorzystać. W „Mörk Borg: Feretory” znajdziemy więc:

  • Cursed Skinwalker (Przeklęty zmiennoszktałny) – obszarpaniec, który od swojej przedwczesnej śmierci dzieli ciało z jakąś bestią i może przyjmować jej formę. Do wyboru, poza klasykami jak wilk czy niedźwiedź, jest również małpa! Zagranie małpołakiem może być ciekawym nowym doznaniem.
  • Pale one (Bladolicy) – istota o dziwacznym i obcym pochodzeniu i tajemniczym celu istnienia. Posiada mistyczne moce i mutacje, ale – jako że umie czytać tylko w martwych językach – nie może posługiwać się magią.
  • Dead god’s prophet (Prorok martwego boga) – kapłan bytu zamordowanego przez NIĄ, który nieustannie słyszy szept swojego nieżyjącego bóstwa.
  • Forlorn philosopher (Opuszczony Filozof) – dziwaczny mędrzec, czerpiący swą wiedzę i moc z glinianych płyt, zwanych Tablicami Ochrowego Zapomnienia, będących całkowicie nowym rodzajem magii dostępnym tylko filozofom i ludziom z niebywałym Charakterem ( Presence na co najmniej +3).

Najlepszym tekstem w całym dodatku „Mörk Borg: Feretory” jest, moim zdaniem, napisany przez Karla Druida artykuł “Eat, Prey, Kill”, czyli zasady prowadzenia polowań połączone z prawdziwym festiwalem absolutnie fantastycznych potworów zasiedlających świat “Mörk Borg”. Zasady polowania są bardzo sympatyczne i łączą się z mechanikami z artykułu “Roads to Damnation”, jednocześnie dokładając od siebie tabelki generujące pomysły na to, co znajdziemy w brzuchu zabitego stworzenia”. Clou artykułu jest jednak bestiariusz. Oczywiście stworzenia ze świata tej doom metalowej gry nie są normalne i stanowią potężną, bo liczącą 54 okazy, kolekcję osobliwości.

Znajdziemy wśród nich tak fascynujące stworzenia jak jeże ze sztyletami zamiast igieł, niedźwiedzie wabiące ofiary przez udawanie ludzkiego głosu, kruki, które mają tylko górną połowę dzioba i zwisający język, krwiożercze łabędzie-kanibale, czy wreszcie wróble z dziobami jak igły lekarskie, karmiące się na śpiących podróżnych. Każde ze stworzeń ma swój własny, odpowiednio groteskowy klimat, a spotkanie z nimi będzie zazwyczaj niezapomnianym przeżyciem. Przy okazji jest to fantastyczne uzupełnienie niezbyt rozległego bestiariusza z podstawki i kopalnia pomysłów na dziwaczne motywy sesji do wykorzystania w “Mörk Borg”, ale nie tylko. Jeżeli kiedyś poprowadzę Warhammera na Pustkowiach Chaosu, wyślę graczy w D&D (tudzież “Frobidden Lands” lub “Dungeon World”) w jakieś przesycone pokręconą magią miejsce albo napiszę przygodę w klimatach “Wyspy doktora Moreau” to wierzcie mi – “Eat, Pray, Kill” z dodatku „Mörk Borg: Feretory”, będzie jednym z pierwszych miejsc, do których zajrzę.

Poza samą broszurą do zestawu dołączony jest również nano-solo-rpg “Dark Fort”, od którego zaczęła się cała historia „Mörk Borg”. “Dark Fort” liczy sobie trzy strony i jest historią awanturnika, który schodzi do podziemi po sławę, bogactwo i prawie pewną śmierć. To bardzo sympatyczna i prosta gra, w której losujemy kolejne pomieszczenia, eksplorujemy je, łupimy, no i oczywiście walczymy ze spotkanymi tam potworami. Całość, jak łatwo się domyślić, w proto-morkborgowym settingu.

To było moje pierwsze spotkanie z solowym rpgowaniem. Spróbowałem, przeszedłem kilka pomieszczeń, wylosowałem starcie z małym kamiennym trollem, zginąłem, poprzeklinałem, ale bawiłem się świetnie.

To bardzo fajny dodatek do „Mörk Borg: Feretory”, zwłaszcza teraz, w dobie pandemii. Jeżeli zdecydujecie się na kupno recenzowanego dodatku to spróbujcie zagrać też w “Dark Fort”, a na pewno ten czas nie będzie stracony. Co najwyżej porozmawiacie nieparlamentarnie z kartką papieru, gdy pechowy rzut zabije was tuż przed zdobyciem poziomu.

„Mörk Borg: Feretory” to kawał świetnej roboty i zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Podręcznik jest nie tylko bardzo “gęsty” od zawartych w nim materiałów dodatkowych, ale również utrzymujący estetykę podręcznika podstawowego. Jeżeli prowadzicie „Mörk Borg” albo chcecie urozmaicić swój OSR odrobiną szaleństwa – jest to pozycja obowiązkowa. Ba! Nawet jeżeli nie bawicie się w “sandboxy” to inspiracje z „Mörk Borg: Feretory” niesamowicie ubarwią i udziwnią wasze sesje. Polecam.

Bardzo dziękuje wydawnictwu Free League Publishing za udostępnienie PDFa do recenzji