RPGOWA
ALCHEMIA

Blog o RPG i czasem popkulturze

Potwór tego odcinka

Recenzja gry  Potwór Tygodnia

Zbiórka na “Potwora tygodnia” rusza już niebawem. Postanowiłem więc napisać kilka słów, by przybliżyć wam tę grę. Najkrócej i najprościej – to gra w konwencji urban fantasy, w której wcielamy się w łowców potworów i walczymy z nadnaturalnymi stworzeniami zagrażającymi ludziom i światu. Tytuł wziął się od klasycznego tropu serialowego, w którym bohaterowie w każdym odcinku mierzą się z nowym wielkim złym, pierwotnie zaś pojawił się podobno w 1963 wśród scenarzystów serialu The Outer Limits. Anglojęzyczna wersja gry wydana została przez Evil Hat Productions (wydawców między innymi Dresden Files (którego recenzję możecie przeczytać tutaj), Band of Blades, Blades in the Dark czy Fate Core) u nas ukaże się dzięki wydawnictwu GRamel Books w tłumaczeniu nieocenionego Marka Golonki.

Potwór tygodnia jest grą z kręgu “Powered by the Apocalypse”, czyli czerpie z pomysłów i mechanik jakie wniosło do rpgów “Apocalypse World” Vincenta Bakera. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły – gry te zmieniają podejście do podziału ról na sesji i oddają graczom większą władzę nad fabułą niż w grach głównego nurtu (jak Warhammer, Witcher, Dungeons & Dragons, czy Zew Cthulhu). Dzięki temu sesje gier PbtA są efektem wspólnej pracy MG i graczy (w czym pomaga wspierająca narrację mechanika), bardziej niż wynikiem odegrania przez graczy zaplanowanej przez MG przygody. Innymi charakterystycznymi cechami gier PbtA jest odejście od mainstreamowego dualizmu wyniku (czyli test kończy się sukcesem albo porażką) w kierunku trzech (sukces, porażka, sukces z konsekwencjami) lub czterech (dochodzi wtedy zazwyczaj krytyczny sukces z dodatkowym bonusem) możliwych wyników, fakt, że MG bardzo rzadko rzuca kostkami, zunifikowana karta postaci (czyli tak zwany playbook), na której znajduje się zazwyczaj prawie wszystko, co potrzebne jest do stworzenia i zagrania konkretnym, wybranym przez nas, archetypem postaci oraz dość ścisły zbiór zasad mówiący jak w daną grę należy zagrać, by uzyskać taki typ sesji, jaki założyli twórcy. W skrócie gry PbtA (w tym oczywiście Potwór tygodnia) bardziej skupiają się na wspólnym stworzeniu ciekawej, mocno improwizowanej opowieści w konkretnej konwencji niż na rozegraniu historii przygotowanej przez mistrza gry czy immersyjnym odgrywaniu postaci.

Monster of the Week nie narzuca nam konkretnego settingu (choć konstrukcja podręcznika kieruje nas w stronę urban fantasy zakorzenionego w naszym świecie), a raczej sugeruje stylistykę grania i tematykę opowiadanej historii. Tak jak pisałem wyżej, w grze wcielamy się w pogromców potworów, nie w zwykłych ludzi w niezwykłej sytuacji, ale w prawdziwych twardzieli i specjalistów w swoich dziedzinach. Jak bohaterowie seriali “Buffy – Pogromca Wampirów”, “Grimm”, „Supernatural”, „Blood Ties” czy częściowo “True Blood” lub “Pamiętniki Wampirów”. By zorientować się o co mi chodzi wystarczy popatrzyć na archetypy postaci, na których oprzemy nasze postacie. Mamy do wyboru między innymi Wybrańca (The Chosen, czyli człowieka, którego przeznaczeniem jest walka ze złem – jak Buffy czy wszyscy grimmowie z serialu The Grimm), Potwora (The Monstrous, czyli nawróconego nadnaturala walczącego po stronie sił dobra jak Anioł z “Buffy”, Thomas Raith z Dresden Files, albo Henry Fitzroy z “Blood Ties”), Boskiego (The Divine, czyli przedstawiciela wyższych mocy jak choćby Castiel z Supernatural) czy wreszcie Eksperta (The Expert, czyli człowieka o niezwykłej wiedzy na temat nadnaturalnego świata jak Rupert Giles czy Bobby Singer).

Do nas należy też zaprojektowanie świata, w którym gramy. Nie dostajemy jednolitego settingu, a każdą kampanię czy jednostrzałową przygodę zaczynamy od zaprojektowania drużyny i właśnie otaczającego ją świata (czyli tak zwanego wypalenia). Wymyślamy, kim jesteśmy, co nas łączy i dlaczego polujemy na potwory. Zazwyczaj czerpiemy z klasycznych tropów urban fantasy, ubarwiając otaczający nas świat nadnaturalnością i niepoznanym i dopasowujemy go do naszej drużyny i jej przeszłości. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by nasze sesje prowadzić w którymś z istniejących w popkulturze światów urban fantasy. Od dość serialowych nadnaturalnych uniwersów, o których pisałem wyżej, przez uniwersa literackie Żelaznego Druida, Dresden Files czy naszą swojską Dorę Wilk, aż do skorzystania z Lux Occulta (które ma ponoć żenującą mechanikę), Świata Mroku (moim zdaniem MotW jest ciekawszy od Huntera) czy Kultu. Możemy spróbować sięgnąć po inne okresy historyczne, mieszać gry. Musimy pamiętać tylko o jednym – tematem gry są Łowcy i ich walka z potworami.

Jak wszystkie gry PbtA “Potwór tygodnia” także mocno bazuje na improwizacji. Zasadniczo Mistrz Gry przed sesją przygotowuje dość niewiele rzeczy. Najważniejsze z nich to sam potwór i odliczanie, czyli układające się w spiralę zagłady wydarzenia, które wydarzą się, o ile łowcy im nie zapobiegną. Reszta, czyli haczyki, ciekawe miejsca i bohaterowie niezależni są ważne, ale są tylko tłem dla łowców i ich polowania. Cała reszta to owoc samej rozgrywki – podejmowanych działań i konsekwencji testów.
Mistrz gry ma do dyspozycji listę swoich ruchów, czyli akcji, które może wykonać. Mimo że pozornie może to wyglądać jak ograniczenie, w praktyce ruchy przygotowane są tak, że pomagają prowadzącemu w stworzeniu dokładnie takiej konwencji i stylistyki, jaką zaplanowali twórcy. Co więcej, dokładnie te same ruchy są mądrymi radami, które można przenieść do swojego ogólnego warsztatu sesyjnego (zasady, takie jak “bądź fanem graczy”, “twórz spójny świat” i “odzywaj się do postaci, a nie do graczy” – zadziałają dobrze w każdym RPGu). Dodatkowo mam wrażenie, że z dowolnego podręcznika na PbtA (w tym i Potwora Tygodnia) można wynieść więcej informacji o dobrym prowadzeniu RPG niż z połowy “Graj…” razem wziętych.

Nośna konwencja i dobrze wytłumaczona mechanika powodują, że Potwór Tygodnia jest grą, którą zdecydowanie warto się zainteresować. Dodatkowym bonusem wersji polskiej jest to, że czuwa nad nią Marek Golonka. Dzięki temu, że za projekt zabrał się taki weteran jak on, jestem spokojny nie tylko o jakość tłumaczenia, ale też o ogólny poziom projektu.

Jeżeli lubicie Mitologię Cthulhu, a zawsze przeszkadzało wam to, że zabicie twardszych potworów jest praktycznie niemożliwe, jesteście fanami seriali, w których Ci dobrzy toczą niekończącą się wojnę z tymi złymi, albo zwyczajnie chcecie spróbować zupełnie innego podejścia do urban fantasy i urban horror niż to ze Świata Mroku, czy Zewu Cthulhu – to “Potwór tygodnia” jest grą, której szukacie.

Wydawnictwo Gramel polski wydawca Potwora Tygodnia